wrz 042011
 

yksin via Flickr

Jakoś nie byłem w stanie pisać tekstów “ku pokrzepieniu serc” wtedy, gdy w Libii leciały bomby na ulice, przekupni lobbyści GMO zorganizowali Targowicę kłamstw w Sejmie i w mediach, a Chiny nasilały bombardowanie swoimi pieniędzmi na gnijące ekonomicznie kraje. Wolę pisać o rozwiązującym języki i odsłaniającym tępą prawdę wpływie Jowisza w Byku, niż ściemniać, iż jest on zawsze wielce dobroczynny. Niczego nie ułatwił bardzo emocjonalnie pozytywny pochód Słońca, Merkurego i Wenus, niemal ręka w rękę, przez znak jowialnego (nomen omen) i pełnego umiłowania świata Lwa, jaki królował na niebie przez większą część ostatnich 3 tygodni.

Było wiele szans na doświadczanie emocjonalnego uzdrawiania, ale tak naprawdę tylko dzięki odsłanianiu prawdy. Jeśli jednak ktoś ją odsłania, to zawsze ktoś inny będzie wolał jej unikać. Niezależnie od późniejszych kosztów, o których nie myśli się tak szybko i łatwo.

Rozrachunek już się zaczął klarować, wraz z wejściem Słońca do Panny jakieś 2 tygodnie temu. A propos GMO – gwiazdozbiór Panny zawiera gwiazdę zwaną Spica, czyli Kłos. Gwiezdni księgowi spod tegoż znaku zakończą prace 16 września, wraz z bardzo silnym tąpnięciem na niebie – stacjonarną fazą Plutona, pana Podziemi, skarbów i sekretów. Jeszcze tego dnia cwaniacy będą strzelać korkami od szampana na wykwintnych przyjęciach, rozdając medale zasłużonym dla szerzenia propagandy sukcesu. Następnego dnia już czeka ich bardzo bolesny kac. Dla obdarzonych większą ilością szczęścia, niż cwaniackiego umu – już na tamtym świecie. Szef zwieje i nikt nie będzie wiedział, skąd wysyła pocztówki, a zapłacą podwładni, genetycznie zmanipulowani…

Piszę sarkastycznie “demonkracja” by podkreślić, jak dalece stoją standardy polityczne od organicznej, głębokiej demokracji, która jest esencją pracy z procesem, oraz taoistycznym podążaniem za naturalnym biegiem zdarzeń, czyli wu-wei. Warto poczytać TEN artykuł na temat światowych standardów polityki monetarnej, a następnie zajrzeć do książek z dziedziny psychologii procesu, gdzie z psychologicznym zacięciem analitycznym rozpisane są najważniejsze idee głębokiej demokracji. Nic tak nie rozjaśnia w głowie, jak głęboki kontrast.

Widoki na wyprostowanie poplątanych ścieżek i odcięcie się od toksycznych wpływów pojawią się w okolicach nowiu 27-mego września. Słońce z Księżycem posieje wtedy nowe początki w pierwszych stopniach znaku Wagi – trzymającej szale sprawiedliwości jak egipska bogini Maat - w opozycji do rebelianckiego geniuszu Urana w Baranie. Całość doda jeszcze przytupu energii Plutona, bezlitosnie mielącej skostniałe systemy hierarchii i wartości Koziorożca.

Szczęśliwie wtedy w Warszawie będzie obecnych wielu nauczycieli rozwoju duchowego i holistycznego, włącznie z Shirlie Roden i moją nauczycielką Tao – Rosmarie Weibel. Będzie czas, miejsce i przestrzeń na odbudowanie swojego wewnętrznego świata na nowo, po odarciu go z iluzji i kłamstw. Lepiej późno, nić wcale…

cze 042011
 

 

Ponad pięć miesięcy pobytu superautorytarnego Jowisza w Baranie zaowocowało licznymi starciami prawd i racji. Można było podziwiać te, które były “prawdziwymi prawdami”, “najmojsze” i temu podobne popisy intelektualnych kolosów na glinianych nogach. Rewelacje Wikileaks ujawniły wiele słabości tych, którzy przed kamerami urastają do rozmiarów tytanów.

Jowiszowe zabarwienie prospołeczne Barana lubi przybierać polityczny zakręt. Tylko krok od złudy wzniosłości zbyt wielu słów do ordynarnej propagandy. Obfitości słów mogliśmy ostatnio doświadczać, gdy przez Afrykę i Bliski Wschód przeszła fala protestów społecznych, reżim w Egipcie upadł, a kilka innych zachwiało się poważnie. Nawet legendarne przymierze Ludu Wybranego z kręgami prezydenckimi USA ujawniło plamy poważnej korozji, wskutek kilku niezbyt ostrożnie wypowiedzianych słów.

Dziś Jowisz wyjdzie z Barana i tym samym zdejmie maskę upartego bojownika o wolność i prawdę absolutną. Czas Assange’a i jego sympatyków oraz naśladowców powoli odchodzi na dalszy plan.

Kryzys paliwowy związany z destabilizacją krajów, będących głównymi eksporterami ropy, coraz widoczniej będzie przenosić się na pole rynków walutowych i giełdowych. Druga fala tego echo będzie skutkiem wyczerpywania się zapasów, których uzupełnianie zostało utrudnione. Czkawka ekonomiczna zaś odbije się na cenach najtańszych produktów, na które narzut przede wszystkim dyktują koszty transportu – czyli żywności.

Znak Byka to pole do zaorania. Symboliczna obfitość jowiszowa wskazuje, gdzie teraz są źródła pieniędzy. Kraje, których gospodarka opiera się na produkcji żywności, doświadczą tchnienia prosperity w ciągu nadchodzącego roku, przez cały okres pobytu Pana Obfitości – Jowisza w Byku.

Jeśli nic dobrego nie wyjdzie z tych wszystkich przemian i transformacji, trzeba będzie wszystko zaorać i po prostu posiać kapustę. Jeśli w czasie następnych wyborów postawimy na partie ludowców, z pewnością wyjdzie to gospodarce na zdrowie. Byk w końcu to moja “najmojsza mojszość”, czy jak kto woli – “chłop potęgą jest i basta”.

Róg Amalthei czeka na to, by każdy dla siebie go podniósł.

mar 292011
 
Shirlie i ja pod ołtarzem między łapami sfinksa. Za nami najmłodszy uczestnik - Kuba

Shirlie i ja pod ołtarzem między łapami sfinksa. Za nami najmłodszy uczestnik - Kuba

Staroegipska bogini sprawiedliwości Maat u wejścia do zaświatów ważyła na szalach Wagi z jednej strony serce zmarłej osoby, a z drugiej pióro strusie. Jeśli serce było cięższe niż pióro, opadało wraz z szalą wprost do piekielnej paszczy krokodylogłowego stwora. Pożarty znikał na zawsze, tracił szansę na odrodzenie w jakiejkolwiek formie i szansę na wieczne życie. Jeśli było lżejsze – zmarły zyskiwał prawo do życia wiecznego, odrodzenie po zasłużonym pobycie w niebiańskich zaświatach.

To przesłanie było jedną z najważniejszych treści medytacji prowadzonych w Piramidzie Cheopsa, świątyniach w Abydos i Denderze przez Shirlie Roden, do której przystąpili między 11-tym a 18-tym marca uczestnicy jej warsztatów wyjazdowych w Egipcie. Energia tych medytacji niosła się w eter nadzwyczaj czysto i długo, ponieważ przed naszym wejściem do środka przez długi czas nikt nie wizytował Piramidy Cheopsa. Po egipskiej rewolucji nie było ani rządu, ani ministra antyków, który mógłby podpisać zezwolenie na wejście.

W dniu, kiedy weszliśmy z tym pozwoleniem do środka, z pierwszym podpisanym  aktem przez nowego ministra w rękach, rewolucjoniści wylali go z urzędu. Ponoć za korupcję… dla nas to oznaczało, że po naszym wejściu bardzo długo znów turyści nie wejdą do środka i nie zakłócą energii, którą tam przywołaliśmy. Wciąż jeszcze możecie z niej korzystać i podłączać się do niej w medytacji.

Z różną siłą, przez ostatnie tygodnie aż do dzisiaj, doświadczaliśmy ważenia na szalach sprawiedliwości – po stronie kochającego filozofię znaku Wagi stoi surowy i wnikliwy cenzor Saturn, po stronie impulsywnego i intelektualnego znaku Barana - sędzia i krytyk Jowisz. Ekwilibrium do którego oba te potencjały dążyły to właśnie zasada Maat – wydobywania kosmicznego Porządku z oceanu chaosu, chaosmosu. Podobnie jak w wielu mitach stworzenia, w egipskim na początku był pierwotny wzgórek, kwiat lub… piramida, jako pierwsze wyłaniające się z Otchłani, nieskończonej domeny wszelkich możliwości.

Zasada sprawiedliwości, wyłaniania się Porządku z Chaosu, podobnie jak bogini Maat i będące jej ucieleśnieniem piramidy w Egipcie, oznaczały symboliczny triumf Światła nad Ciemnością, oraz kosmicznego Porządku nad oceanem Chaosu. Jak długo faraonowie stali u władzy jako strażnicy tej zasady, tak długo lud cieszył się dobrobytem i spokojem.

Jesteśmy już za progiem, od którego rewolucyjny, pierwotny Chaos, w postaci Urana w Baranie, rozlewać się zaczął po świecie. Można porównać go do resetu systemu, wprowadzenia komendy formatowania na nowo starych danych do komputera. Daleko jeszcze przed nami, w rocznej perspektywie, jest pogłębienie procesu przemian na świecie. Będą one tak głębokie, jakby faktycznie świat na chwilę zanurzył się w potopie pierwotnego Chaosu, by wynurzyć się po jego Nocy w nowym wcieleniu.

Teraz czeka nas stąpanie z kamienia na kamień nad coraz bardziej wartkim strumieniem zdarzeń. Odważni wypatrują co lepszych miejsc, by ryzykować zanurzenie w nurcie, bo kto nie ryzykuje – ten nic nie wygrywa. Łut szczęścia czeka szybkonogich i szybko myślących w piątek, wraz z wyjściem ambitnego Marsa z wiecznie bojaźliwych Ryb, oraz wejściem do nastawionego na rywalizację Barana, pojawi się wiele “złota dla odważnych” do wygrania.

Jednakże ten szybki traf może przyćmić większą wygraną – niedzielny nów na Jowiszu, wzmacniający szalę sprawiedliwych, oczyszczający niesłusznie oczernionych i posądzonych. Kto się połaszczy chwilę wcześniej na szybki i gorący pieniądz, przegapi wielką wygraną w niedzielę.

Wszystkich mistrzów prokrastynacji, odwlekających na później z lęku przed porażką, czeka w niedzielę wielka próba siły woli. Czy jestem gotów/gotowa czy nie, bo podjąć wielkie, życiowe wyzwanie? Odpowiedź leży na szalach Wagi Maat. Jeśli Twoje serce nie jest obciążone depresją, żalem, poczuciem winy i jest lżejsze od strusiego pióra, to odpowiedź brzmi – TAK.

Uwolnij się od lęku przed sukcesem, a przestaniesz bać się porażki. Każdą energię można pozytywnie transformować, co również Shirlie wielokrotnie powtarza to na swoich warsztatach i czego uczy.

W razie wątpliwości – wezwij energię Maat przez symbol Kwiatu Życia, wciąż promieniującą ze środka Komory Królewskiej z Piramidy Cheopsa.

Kwiat Życia na kolumnach Świątyni Ozyrysa w Abydos

Kwiat Życia na kolumnach Świątyni Ozyrysa w Abydos

Symbol Kwiatu Życia

Symbol Kwiatu Życia

mar 112011
 
Nieoczekiwana zmiana miejsc

Nieoczekiwana zmiana miejsc

W nocy, tuż przed 2-gą, Uran zmieni wreszcie miejsce pobytu. Jego rewolucyjne energie wyjdą z cierpiących Ryb i wejdą do aktywnego Barana, zdecydowanie bardziej przystosowanego do radzenia sobie z zagadnieniami intelektualnymi. Oczekiwać możemy przemiany wielu ofiar w katów, narodzin wielu mścicieli, komiksowych bohaterów i poszukiwaczy czarno-białej sprawiedliwości. Rewolucjoniści na całym świecie będą intensyfikować swoje wysiłki ku zamienieniu się miejscami z rządami, przeciwko którym wiodą swój bunt.

Julian Assange może w końcu ulec mściwej, amerykańskiej zemście – ale w jego imieniu grupa Anonymous zemści się na amerykańskim rządzie. Kadafi może grozić podpaleniem pól naftowych, ale rebelianci faktycznie to będą robić, aż dyktator ustąpi, wyręczony przez nich. Bractwo Muzułmańskie grzecznie czeka jeszcze, aż wojsko uporządkuje najwyższe stanowiska w Egipcie, ale wkrótce możemy się spodziewać również tutaj przemian. Kolejne państwa w Afryce i na Bliskim Wschodzie przetasowują swoje hierarchie. Na całym świecie ceny ropy naftowej i żywności idą w górę.

U nas PO wciąż jeszcze jest u władzy, ale nieoczekiwanie dla wszystkich, po raz pierwszy w historii nowożytnej Polski, to właśnie ludowcy i PSL mogą przejąć władzę, gdy żywność pójdzie w górę. Strefa euro trzeszczy w szwach, utrzymywana wysiłkiem Deutsche Banku, ale gdy przestanie się opłacać zamiana długów narodowych na terytoria narodowe, również ten porządek może się załamać. Absurdalne dyrektywy europarlamentu, takie jak Codex Alimentarius i kolejne próby masowego wprowadzenia GMO na rynek europejski, mogą jeszcze przynosić pieniądze eurodeputowanym, ale kolejne państwa zastanawiają się nad wyjściem z Unii oraz pozbyciem się zbędnego garbu rodem z Brukseli.

Komu potrzebny jest centralny bank, rząd i zbudowany na tym Nowy Światowy Porządek, gdy dostęp do informacji i wiedzy nagle się masowo poszerza, wraz z upowszechnieniem kolejnych, mobilnych technologii?

Tak, Uran w Baranie to próg wielkich zmian – tak samo na świecie, jak i w życiu prywatnym wielu ludzi. Rewolucje w domu i zagrodzie czekają na odkrycie, tak  samo jak ich bolesne źródła i przyczyny. Wielkie koło Yin-Yang obróci się dziś w nocy o ten jeden, krytyczny milimetr poza granicę “Starego, Dobrego, Znanego”. Nadchodzą jeszcze bardziej ciekawe czasy.

mar 022011
 

Wiedza indiańskich szamanów i wojowników, których szkolili, powoli przenika do naszej rzeczywistości. Są nimi zarówno mityczni Toltecy, których Castaneda użył jako fikcyjne i symboliczne, archetypowe źródło swej wiedzy, jak i zupełnie realni szamani Amazonii, którzy swoją wielowiekową tradycję przynoszą do nas wraz z wiedzą o roślinach magicznych. Wraz z nadchodzącym nowiem w Rybach, ich magiczne kroki będą nie tylko bliżej nas – ale i przejawiać się będą intuicyjnie poprzez nas.

Nów to moment startu, posiewu nowych idei i inicjacji działania. Ryby to znak mistycznych wtajemniczeń, inicjacji wewnętrznej i rytualnego przejścia przez ciemne, mgliste domeny nieświadomości. Świadomemu przejściu poprzez nie przyświecać szczególnie będzie Mars w Rybach - mistyczny tym razem Wojownik – stojący w harmonijnym aspekcie do Plutona, pana Podziemi i nieświadomości, kruszącego zastały porządek i stare struktury w Koziorożcu.

Pole do tego zostało oczyszczone w ciągu ostatnich dni dwukrotnie. W zeszły piątek nieharmonijny aspekt Jowisza w Baranie – cynicznego i przeintelektualizowanego w tym wydaniu sędziego – do wspomnianego wcześniej Plutona w Koziorożcu – transformatora struktur. Ich wzajemne oddziaływanie wyniosło na światło dzienne przeszkody w budowaniu nowego porządku – te najważniejsze, które mamy tak naprawdę tylko w swoich umysłach.

We wtorek po południu do oczyszczania dołączyły się kapryśna Wenus w neurotycznym Wodniku w niestety harmonijnym aspekcie do Urana w Rybach, mającego potencjał kończenia i ucinania korzeni nerwicowych, kompulsywnych zachowań. Niestety – bo w tym wydaniu zamiast przyśpieszyć uwalnianie fochów, dąsów i pąsów aspekt ten raczej odwlekł w czasie oczyszczenie, przesuwając je na później. To, co dobrego przyniósł, to rozróżnienie i rozpoznanie, jakie zachowania są manipulacyjne, bo wynikają wyłącznie z poplątania emocjonalnego. Rozprawić się z nimi trzeba nie licząc na dodatkowe wsparcie z niebios.

Inspirujące materialy na ten piątek to oczywiście tensegrity, kultywowane przez uczniów Castanedy, oraz wszystko co dotyczy tradycji Indian Ameryki – szczególnie południowej. Magiczne rośliny, ceremonie szamańskie, naturalne i otoczone tradycyjnym obrządkiem, uświęconym wielowiekowym przekazem kontekstem i “settingiem”, jakiego nie da żadna newage’owa grupka wzajemnej adoracji. Tym, którym bliska jest ścieżka taoistycznych szamanów, polecam odosobnienie w ciemności, według wskazówek technik Darkroom, opisanych przez Mantak Chia. Przejście na drugą stronę zawsze czujnego, galaktycznego Oka Orła będzie otwarte cały weekend.

lut 052011
 

Od środowego nowiu trwa jazda do przodu na bardzo energetycznej, bardzo Yang, koniunkcji wojowniczego Marsa i egotycznego Słońca w buntownicz0-rewolucyjnym Wodniku, która jednych bardzo motywuje do pracy i samorealizacji, a innych do buntu przeciwko pańszczyźnie korporacyjnej. Można tą energię spokojnie porównać do pary zbuntowanych “wyluzowanych jeźdźców” z kultowego filmu lat’60 tych. Będą tak jechać nie rozstając się do 25-tego lutego, przechodząc po drodze różne perypetie, niekoniecznie zgodnie z porządkiem monomitu bohatera, sklasyfikowanego przez Josepha Campbell’a.

Co więcej, najpóźniej do 17-tego, po drodze dołączy do nich bardziej zgodny z bezpłciowym charakterem Wodnika, androgyniczny metakomunikator Merkury, dopełniając grono bohaterów do triady i tym samym podobieństwa do filmowego scenariusza. Wniesie do procesu energetycznej pary tonę swoich pedagogicznych mądrości oraz przemyśleń, zabawi się w psychologa, zgadując myśli milczącego, zatopionego w działaniu, męskiego duo.

Jeśli płynące z medytacyjnego wglądu metakomunikaty nie zostaną w ciszy wysłuchane, podobieństwo do filmu może się dopełnić 25-tego lutego dość dramatycznie. Tego dnia domknie się na niebie kwadratura sędziego Jowisza w  upartym Baranie do podobnego Shivie transformatora struktur, Plutona w skostniałym Koziorożcu. Twarde zderzenie upartego, życzeniowego, przeidealizowanego myślenia a’la “Secret” na przekór faktom, płynącym z mielenia się starych recept na świat, rzeczywistość, ludzi i ich relacje, może być bardzo bolesne i przynieść nieodwracalne, niekoniecznie pozytywne przełomy.

Przełom w myśleniu byłby pożądany. Oby demonstranci w Egipcie dokonali przełomowej zmiany w spojrzeniu na konflikt, w którym są narzędziami zarówno Bractwa Muzułmańskiego, jak i Chin oraz USA. Oby radni w europarlamencie dokonali przełomowej zmiany w legislacji na temat GMO i Codex Alimentarius (ziołolecznictwa), w którym są pionkami lobbujących korporacji i stojącego za nimi rządu USA. Oby zwykli ludzie zaczęli myśleć bardziej lokalnie, niż globalnie i po prostu zajmować się wzajemnym wspieraniem się, zamiast dawać się wciągnąć w macdonaldyzm, konsupcjonizm i inne, równie paskudne -izmy. Oby Julian Assange naprawdę dobrze wybrał kolejne leaks’y ze swojej gigantycznej biblioteki świństw politycznych, zanim snajper pociągnie za spust.

Jutro można będzie zrobić pierwszy przystanek w motelu po drodze, w miłym towarzystwie księżniczkującej Wenus w dumnym i wymagającym Koziorożcu. Jej wyzywające, półkwadraturowe ustosunkowanie się do męskiej pary, może stać się przyczyną małej strzelaniny czy też drobnego mordobicia w gronie starych przyjaciół. Tego samego dnia jednak mentorski głos powściągliwego, retrogradującego Saturna w mediującej wszystkim Wadze, może stać się przyczynkiem do przemyśleń.  Ten zalążek nowego światopoglądu może wykiełkować wśród spękanych płyt granitowego uporu zastarzałej, myślowej, zaskorupiałej masy.

Saturn tradycyjnie łączy się nie tylko z osobami starszymi, ale przede wszystkim z wsią, pracą na roli, przebywaniem wśród zwierząt (niekoniecznie rogatych) i kontaktu z obfitością Natury. Saturnalia były świętami obfitości i płodności. Korzystajmy z tej obfitości, kontaktu z Naturą i jej prastarą mądrością, by nie dać się zwieść powierzchownym, pozornym, prywatnie posiadanym na użytek własnego ego racjom. Znać prawdę a mieć rację to dwie, często zupełnie odmienne historie.

sty 232011
 

Gniew jest niezmiernie potrzebny. Również nienawiść jest potrzebna tam, gdzie manipulacje ulizaną, lukrowaną pseudomiłością wyrządziły szkody, na które trzeba radykalnie odpowiedzieć “NIE”. Czasem po prostu trzeba zerwać różowo-pluszowe zasłonki z okularów mentalnych, filtrujących naszą percepcję.

Po 18-tej w sobotę kosmiczny sędzia Jowisz wszedł do wojowniczego Barana. To właśnie nowe wyzwanie ze strony Uniwersum. Przyzwyczajeni do karmienia swoich umysłów tekstami “myśl pozytywnie”, “wyluzuj”, “będzie OK” przegapiamy nierzadko zaniechania i zaniedbania, za które później płacimy wielokroć bardziej, niż zadbanie o własne granice i szacunek do siebie w porę.

Warto jest zrobić małą retrospekcję i przyjrzeć się wszystkim kluczowym wydarzeniom, jakie miały miejsce na pełni w środę i 5-tego stycznia. Szukajmy chwil, kiedy widzieliśmy iż nasze osobiste granice są naruszane, albo że my mniej lub bardziej nieumyślnie naruszaliśmy granice innych. To wszystko będą tematy do pracy na cały okres pobytu Kosmicznego Sędziego w znaku Młodych Gniewnych – aż do 4-tego czerwca.

Kiedy nie wyrażamy swojego gniewu, wzrasta on aż do nienawiści. Kiedy emocje w nas sięgają do tego poziomu – mają do nas dostęp gniewne duchy. Pół biedy, jeśli akceptujemy transformujący ich charakter – wtedy możemy odwołać się do gniewnych form oświeconych istot, pozwolić by ich tantryczna mądrość wyprowadziła nas z poplątania życiowego.

Gdy jednak wciąż hodujemy nowotwór niewyrażonego gniewu – demony zaczynają nas ścigać wszędzie, gdzie tylko nie jesteśmy w bezpiecznym otoczeniu. Każde wyjście na ulicę, każde wykroczenie poza prywatną zonę bezpieczeństwa kończy się chaosem mentalnym i emocjonalnym, miliardem nienawistnych myśli, domagających się rozliczenia i wyrównania szkód, starych porachunków.

Każde poluzowanie cugli wewnętrznego Cenzora, czy to poprzez drobne piwo z przyjaciółmi, czy – jak kto woli – coś mocniejszego, kończy się uwolnieniem furii i harpii, ciężkimi oskarżeniami pod adresem tych, którzy są najbliżej nas. Tych, którzy podarowują nam codziennie swoją porcję przyjaźni, sympatii, miłości, ciepła i akceptacji. To, co dostawaliśmy z dobrej woli, zaczynamy uznawać za należną daninę, którą trzeba twardo egzekwować. Wtedy wszelkie formy ciepła, bliskości i miłości znikają jak sen złoty, tak jak gdyby nigdy nie istniały poza naszym umysłem, a świat rządził się wyłącznie bezwzględnymi, twardymi zasadami wyzysku i manipulacji.

Jowisz rządzi przede wszystkim wątrobą, zaś ta w Tradycyjnej Chińskiej Medycynie łączona jest z psychicznym stanem łagodności, akceptacji, wolności od osądów. Niestety, w znaku Barana jej energie dosłownie twardnieją, zaś dominującą nutą stają się emocje gniewu, stany psychiczne nieakceptacji, krytykanctwa, nieustającej frustracji wszystkim i wszystkimi.

Im bardziej uda nam się ją schłodzić energetycznie Przemianą Wody, odżywiającą Przemianę Drzewa, tym łatwiej będzie nam przywrócić wątrobę do jej pierwotniejszych, spokojniejszych wibracji. Gniew non-stop, zapiekły i ukierunkowany na wszystko, aż do “bezinteresownego, głupiego okrucieństwa” włącznie – to stan choroby i dysharmonii, nieuszanowania siebie i pozwolenia na to, by inni nieszanowali nas – gdy my nie szanujemy innych.

Był i dla mnie taki czas, kiedy to mnie ścigały demony gniewu. Teraz zdarza się, że to ja ścigam je. Taoiści mieli w zwyczaju wchodząc w ciała energetyczne, spełniać zadanie ścigania co bardziej szkodliwych i siejących dysharmonię duchów, oraz neutralizowania ich. Dlatego kiedy praktyk Tao nawiedzał wioskę, zaczynało się w niej dziać coraz lepiej, choć niczego nie robił, co inni mogliby zobaczyć.

Przekładając z polskiego na nasze, z “taorii” na zdarzenia na świecie, najbliżej nas – warto się zainteresować tematem gazu łupkowego, by w porę zdać sobie sprawę, jaką cenę zniszczeń naszego środowiska przyjdzie nam zapłacić za sięgnięcie po te zasoby metodą frackingu.

Czy polecam egzorcyzmowanie duchów gniewu? Bynajmniej – jeśli są blisko nas, koniecznie trzeba się z nimi spotkać twarzą w twarz i wysłuchać gorzkiej prawdy. To, co z nią zrobimy, należy już do nas. Mamy na to około półtora miesiąca, do kolejnego frontalnego starcia z mistrzami twardego rozliczania ludzkich sumień.

sty 192011
 

Temat powyższy przyłasił się do mnie tak trochę w ramach komentarza astrologizującego do postu na blogu Marii Sobolewskiej, a trochę w ramach przygotowania wszystkich do nadchodzącego za 2 tygodnie nowiu w Wodniku, na którym czekają nas Ciekawe Wyzwania.

Nie mniej ciekawe niż te, które mamy dziś, na pełni, u progu jutrzejszego wejścia Słońca do znaku Wodnika, oraz u progu wejścia Jowisza do Barana w sobotę, a które dają nam szansę na rewidowanie swoich ocen i opinii na bardzo wiele tematów.

Dlaczego era dzieci Wodnika sprawia wszystkim coraz większy ból głowy (od mikrofal płynących z telefonów komórkowych i metanu, który już płynie coraz bardziej wartkim strumieniem z… kranów wody pitnej)?

Wodnik ma dosłownie przechlapane. Zwłaszcza taki, który już nie reaguje złością na (wypowiedziane przez Wodnika) oskarżenie pod adresem wszystkich innych Wodników, że to znak spod którego jest najwięcej i najgorszych zakapiurów. Taki, który próbuje coś zrobić, by stać się Lepszym od tych Innych Wodników.

Wodnik stoi “w poprzek” do trzech pozostałych, spośród czterech najsilniej oddziałujących na świat i najwyraźniej reprezentujących cztery żywioły, stałych archetypów Zodiaku.

Jest z definicji przeciwny Lwu, bo ów jest autokratyczny (zabija demokrację), autorytarny (zabija rozwój innych), śmie mówić innym swoją rację (zabija wolność słowa) i o zgrozo,  lubi siebie (narcystyczny terrorysta kontrolujący innych) i jeszcze o tym mówi (ekspiacje hipokryty), obgadując przy okazji bezlitośnie innych (że niby taki wyjątkowy).

Ma na pieńku z Bykiem, bo ów próbuje zbudować piękną fasadę (pozoranctwo) do willi z ogródkiem (burżujstwo), ozdobioną obrazami (nawet Matejki, który przekłamał historię) i (weneckimi, a tak naprawdę bawarskimi) krasnalami (zaplutymi karłami reakcji), wokół (z gruntu przecież fałszywego) modelu rodzinnego życia (który on …. kontestuje).

Nienawidzi się z wzajemnością ze Skorpionem, bo ów (idiota) myśli, że zna Prawdę przed duże pe (a ta przecież jest względna), że ma prawo jej zawsze i wszędzie dociekać (permanentna inwigilacja), że może innym ją udowodnić (co za zniewolenie i terroryzm mentalny), oskarżać o fałsz innych (manipulator), a przede wszystkim za to, że jak mu się przerwie w pół zdania to ów i tak wróci dokładnie tam, gdzie mu przerwano (a na dodatek posądzi o spam).

W sumie Wodnik najmniej ma do roboty z integrowaniem jakości właściwych Lwu… z którym nieoficjalnie lubi się napić wódki i (lub) wiązać luźno i przelotnie w najróżniejszych konfiguracjach romansowo-miłosnych, bo to przecież taki czarujący drań.

Co do integrowania wątpliwych jakości reszty towarzystwa, to konieczny jest głęboko demokratyczny proces grupowy, na którym nie może zabraknąć biznesmena (Byk), najlepiej z top-listy “Wprost”, ale obok niego kloszarda (też Byk, ale bardziej otwarcie hedonistyczny), który z pewnością będzie miał wiele ciekawszych rzeczy do powiedzenia.

Nie może zabraknąć uniwersyteckiego profesora nauk społecznych (Skorpion), lub księdza po KUL’u (też Skorpion) a obok któregoś z nich prawdziwego gita z wyrokiem za wielokrotną recydywę (też Skorpion), no bo tylko on tak naprawdę poznał życie.

Aktorowi, politykowi lub piosenkarce można wybaczyć spóźnienie (jak to Lew, musi przecież skupić uwagę swoim wejściem), bo i tak znajomy malarz (lub fotograf) przy wódce (w końcu też Lew) opowie kulisy wszystkiego, o czym tamci nakłamali.

Jak już towarzystwo się zbierze w odpowiedzi na zaproszenia rozesłane na facebooku, smsami, e-mailami, fizycznie i (obowiązkowo) również w formie internetowej telekonferencji, Wodnik stanie przed dylematem… w którym momencie się ulotnić (w końcu Wodnik to tak naprawdę… Płanetnik, czyli Powietrznik) ?

Po pierwsze, całe to spotkanie jest bez Celu, bo przecież Celu nie ma.

Po drugie, jeśli nawet Cel jest, to się nie liczy, bo liczy się Droga, a tej nie ma – bo gdyby była, to nie można by o niej mówić, więc patrz punkt pierwszy.

Po trzecie, nawet jeśli jest Cel i jest do niego Droga, to przecież nie on ma problem z całym tym towarzystwem, tylko oni z nim. A skoro to oni mają problem, to niech sobie z nim radzą sami.

Po czwarte, nawet jeśli to Wodnik ma problem z integrowaniem czegokolwiek, to przecież nie będzie z idiotami na jego temat rozmawiał.

Po piąte, i tak wyjdzie, bo jest już umówiony na spędzanie miłego wieczoru w towarzystwie jedynej naprawdę inteligentnej osoby, która go rozumie. Czyli – swoim własnym.

… a tak gwoli ostatniej złośliwości pod adresem uwiedzionych urokiem Zwodnika, popatrzcie się na odpowiadający mu Wielki Arkan Tarota numer XIV, kartę “Umiarkowanie”. Jest na niej dwóch zespolonych ze sobą aniołów, którzy wlewają jakiś płyn do jednego kotła z dwóch dzbanów. Jeśli usłyszycie o kimś, że to taki Anioł, Nie Człowiek – spytajcie: “to kto był alkoholikiem w bliskiej rodzinie?”.

Jeśli to usłyszy Ten Lepszy Wodnik – doceni wasze poczucie humoru i uśmieje się. Obrażalstwem Reszty Wodników nie przejmujcie się, bo nie dość, że wam wybaczą – to jeszcze podziękują później.

Czego serdecznie życzę wszystkim posiadaczom wyróżnionego w horoskopie urodzeniowym (nie tylko poprzez Słońce) znaku Wodnika, którzy w czasie najbliższych kilku dni czują się tak, jakby na ich atlasowych barkach spoczął obowiązek dźwigania głupoty całego świata.

sie 022010
 

Na pełni i bardzo trudnym Wielkim Krzyżu z 26-tego czerwca, o którym krążyły po sieci legendy iż jest wielkim impulsem energetycznym do duchowego rozwoju i wewnętrznej przemiany, wielu ludzi doświadczyło załamania lub rozpadu – zarówno na polu osobistym jak i zawodowym. Ci, którzy mieli mądrych przewodników i nauczycieli przeszli przez jego transformujący ogień obronną ręką. Do takich nauczycieli należy m.in. Shirlie Roden, która w sobotę 26-tego zrobiła potężną medytację Wewnętrznej Świątyni, idąc za inspiracją swoich przewodników duchowych.

Częścią tej medytacji była wizualizacja w splocie słonecznym kręgu mocy oraz ramion równoramiennego krzyża dookoła, na którego szczytach stały kolejno: Słońce u góry, Księżyc z Plutonem na dole, Uran i Jowisz po prawej stronie, zaś Saturn po lewej. Uczestnicy jej warsztatów doświadczyli wewnętrznego uwolnienia i wykorzystali tą energię do faktycznej transformacji blokujących ich treści podświadomych.

W tradycji tybetańskiej, rdzennej tradycji szamańskiej Dzogczen Bonpo istnieje potężny rytuał „zbierania duszy”. Jego esencją jest przywracanie rozproszonej duszy, poprzez przywoływanie jej energii żywiołów z czterech stron świata. Według szamanów w Tybecie, tak samo jak i Indian obu Ameryk, depresja jest bardzo dobrze znaną i określoną chorobą, polegającą na rozproszeniu któregoś z podstawowych żywiołów. Rytualny taniec i „zgarnianie” energii z powrotem do ciała-ducha człowieka uzdrawia go całkowicie. Praktyka ta stosowana jest z powodzeniem od setek, a może i tysięcy lat. Nawet im do głowy nie przyjdzie, by pytać się co to jest Prozac, albo żeby „leczyć się” Ognistą Wodą.

W najbliższą środę, 4-tego sierpnia, spodziewaj się natłoku bardzo podobnej energii – nie oczekuj jednak łatwych rozwiązań ani odpowiedzi, jeśli nie masz w swoim horoskopie dobrze obsadzonego początku znaku Raka, Koziorożca, Barana lub Wagi. Z tej czwórki najsilniejszy odpływ energetyczny dotknąć może wedle wszelkiego prawdopodobieństwa właśnie co słabszych Raków i Raczyc. Uszkadzanym żywiołem jest Woda, więc przede wszystkim lęki o byt materialny, trwałość relacji rodzinnych i domowego ogniska trzeba będzie uzdrawiać. Dokonacie tego chroniąc nerki i pęcherz moczowy – jako że one właśnie związane są wedle Tradycyjnej Chińskiej Medycyny z żywiołem wodnym.

Jeśli chcecie skorzystać z mojej tytułowej porady i medytować na schronienie w świątyni bądź cytadeli Czterech Żywiołów, nie ustawiajcie na szczycie żadnej planety – pozostawcie ją otwartą, aby przez najwyższe ośrodki energetyczne ciała wpływały nowe energie i inspiracje, całkowicie spoza waszego prywatnego matrixa. Na lewym ramieniu ustawcie obok Saturna – Mądrego Starca, również młodego i awanturniczego Marsa – Wojownika, oraz jego pełną erotyzmu i uroku kochankę Wenus. Na prawym – pozostawcie rewolucjonistę Urana oraz społeczny autorytet władzy Jowisza. Na dole – pozostawcie tylko Plutona, transformującego wszystko od korzeni, od jąder atomowych w górę hierarchii materialnych struktur.

Krąg mocy możecie umieścić w splocie słonecznym, lub – jeśli bliższe są wam chińskie praktyki energetyczne – w pępku.

Medytując tak nad ranem, pozwólcie by ta medytacja została wam „w tyle głowy” na całą środę. W sobotę przyjdzie wam w odsieczy harmonizująca energia Wenus, która zagasi wszelkie pożary emocjonalne i uśmierzy relacyjne niepokoje. Poza znieczuleniem na kilka dni nie da wam jednak „zasnąć” i powrócić do letargu homeostazy, bez znalezienia odpowiedzi na dręczące wcześniej już pytania. Po chwili oddechu postawi przed wyborem, podobnie jak Wielki Arkan Tarota „Kochankowie”.