Temat powyższy przyłasił się do mnie tak trochę w ramach komentarza astrologizującego do postu na blogu Marii Sobolewskiej, a trochę w ramach przygotowania wszystkich do nadchodzącego za 2 tygodnie nowiu w Wodniku, na którym czekają nas Ciekawe Wyzwania.
Nie mniej ciekawe niż te, które mamy dziś, na pełni, u progu jutrzejszego wejścia Słońca do znaku Wodnika, oraz u progu wejścia Jowisza do Barana w sobotę, a które dają nam szansę na rewidowanie swoich ocen i opinii na bardzo wiele tematów.
Dlaczego era dzieci Wodnika sprawia wszystkim coraz większy ból głowy (od mikrofal płynących z telefonów komórkowych i metanu, który już płynie coraz bardziej wartkim strumieniem z… kranów wody pitnej)?
Wodnik ma dosłownie przechlapane. Zwłaszcza taki, który już nie reaguje złością na (wypowiedziane przez Wodnika) oskarżenie pod adresem wszystkich innych Wodników, że to znak spod którego jest najwięcej i najgorszych zakapiurów. Taki, który próbuje coś zrobić, by stać się Lepszym od tych Innych Wodników.
Wodnik stoi “w poprzek” do trzech pozostałych, spośród czterech najsilniej oddziałujących na świat i najwyraźniej reprezentujących cztery żywioły, stałych archetypów Zodiaku.
Jest z definicji przeciwny Lwu, bo ów jest autokratyczny (zabija demokrację), autorytarny (zabija rozwój innych), śmie mówić innym swoją rację (zabija wolność słowa) i o zgrozo, lubi siebie (narcystyczny terrorysta kontrolujący innych) i jeszcze o tym mówi (ekspiacje hipokryty), obgadując przy okazji bezlitośnie innych (że niby taki wyjątkowy).
Ma na pieńku z Bykiem, bo ów próbuje zbudować piękną fasadę (pozoranctwo) do willi z ogródkiem (burżujstwo), ozdobioną obrazami (nawet Matejki, który przekłamał historię) i (weneckimi, a tak naprawdę bawarskimi) krasnalami (zaplutymi karłami reakcji), wokół (z gruntu przecież fałszywego) modelu rodzinnego życia (który on …. kontestuje).
Nienawidzi się z wzajemnością ze Skorpionem, bo ów (idiota) myśli, że zna Prawdę przed duże pe (a ta przecież jest względna), że ma prawo jej zawsze i wszędzie dociekać (permanentna inwigilacja), że może innym ją udowodnić (co za zniewolenie i terroryzm mentalny), oskarżać o fałsz innych (manipulator), a przede wszystkim za to, że jak mu się przerwie w pół zdania to ów i tak wróci dokładnie tam, gdzie mu przerwano (a na dodatek posądzi o spam).
W sumie Wodnik najmniej ma do roboty z integrowaniem jakości właściwych Lwu… z którym nieoficjalnie lubi się napić wódki i (lub) wiązać luźno i przelotnie w najróżniejszych konfiguracjach romansowo-miłosnych, bo to przecież taki czarujący drań.
Co do integrowania wątpliwych jakości reszty towarzystwa, to konieczny jest głęboko demokratyczny proces grupowy, na którym nie może zabraknąć biznesmena (Byk), najlepiej z top-listy “Wprost”, ale obok niego kloszarda (też Byk, ale bardziej otwarcie hedonistyczny), który z pewnością będzie miał wiele ciekawszych rzeczy do powiedzenia.
Nie może zabraknąć uniwersyteckiego profesora nauk społecznych (Skorpion), lub księdza po KUL’u (też Skorpion) a obok któregoś z nich prawdziwego gita z wyrokiem za wielokrotną recydywę (też Skorpion), no bo tylko on tak naprawdę poznał życie.
Aktorowi, politykowi lub piosenkarce można wybaczyć spóźnienie (jak to Lew, musi przecież skupić uwagę swoim wejściem), bo i tak znajomy malarz (lub fotograf) przy wódce (w końcu też Lew) opowie kulisy wszystkiego, o czym tamci nakłamali.
Jak już towarzystwo się zbierze w odpowiedzi na zaproszenia rozesłane na facebooku, smsami, e-mailami, fizycznie i (obowiązkowo) również w formie internetowej telekonferencji, Wodnik stanie przed dylematem… w którym momencie się ulotnić (w końcu Wodnik to tak naprawdę… Płanetnik, czyli Powietrznik) ?
Po pierwsze, całe to spotkanie jest bez Celu, bo przecież Celu nie ma.
Po drugie, jeśli nawet Cel jest, to się nie liczy, bo liczy się Droga, a tej nie ma – bo gdyby była, to nie można by o niej mówić, więc patrz punkt pierwszy.
Po trzecie, nawet jeśli jest Cel i jest do niego Droga, to przecież nie on ma problem z całym tym towarzystwem, tylko oni z nim. A skoro to oni mają problem, to niech sobie z nim radzą sami.
Po czwarte, nawet jeśli to Wodnik ma problem z integrowaniem czegokolwiek, to przecież nie będzie z idiotami na jego temat rozmawiał.
Po piąte, i tak wyjdzie, bo jest już umówiony na spędzanie miłego wieczoru w towarzystwie jedynej naprawdę inteligentnej osoby, która go rozumie. Czyli – swoim własnym.
… a tak gwoli ostatniej złośliwości pod adresem uwiedzionych urokiem Zwodnika, popatrzcie się na odpowiadający mu Wielki Arkan Tarota numer XIV, kartę “Umiarkowanie”. Jest na niej dwóch zespolonych ze sobą aniołów, którzy wlewają jakiś płyn do jednego kotła z dwóch dzbanów. Jeśli usłyszycie o kimś, że to taki Anioł, Nie Człowiek – spytajcie: “to kto był alkoholikiem w bliskiej rodzinie?”.
Jeśli to usłyszy Ten Lepszy Wodnik – doceni wasze poczucie humoru i uśmieje się. Obrażalstwem Reszty Wodników nie przejmujcie się, bo nie dość, że wam wybaczą – to jeszcze podziękują później.
Czego serdecznie życzę wszystkim posiadaczom wyróżnionego w horoskopie urodzeniowym (nie tylko poprzez Słońce) znaku Wodnika, którzy w czasie najbliższych kilku dni czują się tak, jakby na ich atlasowych barkach spoczął obowiązek dźwigania głupoty całego świata.