Kiedy źle się czujesz na gali w kolorowym tłumie, lecz dobrze wśród mnichów, kiedy na duże zgromadzenia wyjeżdżasz głównie po to, by uciec zaraz do lasu, kiedy wolisz rozmawiać z ludźmi, którzy przez długie chwile milczą i zawieszają głos, kiedy samotność oznacza dla Ciebie spotkanie w ciszy z głosem własnego serca, a nie osamotnienie – wtedy nie dziw się, że inni pomagają Ci wybierać dalej to, co sprawia iż czujesz się dobrze sam/sama ze sobą.
Pozwól sobie czuć wdzięczność za to, że hałaśliwi zbywają Cię i spławiają, że kiczowaci odwracają od Ciebie wzrok, że sławni i wielcy nie zauważają Cię, gdy stoisz obok. Zobaczysz w tym stanie, że właśnie dotykasz ostrej krawędzi prawdy, zaś ci co pływają jak pączki w słodkich słówkach, głaskani z prawa i z lewa są tak naprawdę zagubieni i wewnętrznie nieszczęśliwi.
Wiedz, że Twoje serce namagnesowało w końcu igłę swojego kompasu właściwie – dopiero teraz wskaże Ci miejsca i ludzi, którzy będą dla Ciebie prawdziwym skarbem, a nie tylko cymbałami brzmiącymi i miedzią brzęczącą. Dbaj o to, by igły nie rozmagnesować, gwałcąc jej wskazania i każąc ponownie wybierać to, co do tej pory wskazywała.
Zamiast w kółko afirmować to samo, do znudzenia powtarzać te same mantry i ćwiczyć te same pozycje – zacznij się oduczać tego, do czego ściąga Cię jeszcze ciężar starych przyzwyczajeń. Wyrzuć stare mapy na śmietnik, a talizmany i święte obrazki przynoszące szczęście spal. Twoim talizmanem teraz będzie ogień trawiący wszystkie te łatwopalne śmieci i woda płynąca wartko w sedesie.
Gdy życie zmusi Cię do pochylenia czoła, klęknij jeszcze głębiej, a dostaniesz błogosławieństwo nieznanych dotąd gwiazd, planet i bogów. Nie zdziw się, gdy dostaniesz od nich nowe imię, nowe honory, nowe zadania. Z oddali zobaczysz jeszcze zewnętrzne rubieże Systemu Słonecznego i filuternie, z dużej odległości mrugającego Plutona, tak jakby akurat do Ciebie.
