sty 232011
 

Gniew jest niezmiernie potrzebny. Również nienawiść jest potrzebna tam, gdzie manipulacje ulizaną, lukrowaną pseudomiłością wyrządziły szkody, na które trzeba radykalnie odpowiedzieć “NIE”. Czasem po prostu trzeba zerwać różowo-pluszowe zasłonki z okularów mentalnych, filtrujących naszą percepcję.

Po 18-tej w sobotę kosmiczny sędzia Jowisz wszedł do wojowniczego Barana. To właśnie nowe wyzwanie ze strony Uniwersum. Przyzwyczajeni do karmienia swoich umysłów tekstami “myśl pozytywnie”, “wyluzuj”, “będzie OK” przegapiamy nierzadko zaniechania i zaniedbania, za które później płacimy wielokroć bardziej, niż zadbanie o własne granice i szacunek do siebie w porę.

Warto jest zrobić małą retrospekcję i przyjrzeć się wszystkim kluczowym wydarzeniom, jakie miały miejsce na pełni w środę i 5-tego stycznia. Szukajmy chwil, kiedy widzieliśmy iż nasze osobiste granice są naruszane, albo że my mniej lub bardziej nieumyślnie naruszaliśmy granice innych. To wszystko będą tematy do pracy na cały okres pobytu Kosmicznego Sędziego w znaku Młodych Gniewnych – aż do 4-tego czerwca.

Kiedy nie wyrażamy swojego gniewu, wzrasta on aż do nienawiści. Kiedy emocje w nas sięgają do tego poziomu – mają do nas dostęp gniewne duchy. Pół biedy, jeśli akceptujemy transformujący ich charakter – wtedy możemy odwołać się do gniewnych form oświeconych istot, pozwolić by ich tantryczna mądrość wyprowadziła nas z poplątania życiowego.

Gdy jednak wciąż hodujemy nowotwór niewyrażonego gniewu – demony zaczynają nas ścigać wszędzie, gdzie tylko nie jesteśmy w bezpiecznym otoczeniu. Każde wyjście na ulicę, każde wykroczenie poza prywatną zonę bezpieczeństwa kończy się chaosem mentalnym i emocjonalnym, miliardem nienawistnych myśli, domagających się rozliczenia i wyrównania szkód, starych porachunków.

Każde poluzowanie cugli wewnętrznego Cenzora, czy to poprzez drobne piwo z przyjaciółmi, czy – jak kto woli – coś mocniejszego, kończy się uwolnieniem furii i harpii, ciężkimi oskarżeniami pod adresem tych, którzy są najbliżej nas. Tych, którzy podarowują nam codziennie swoją porcję przyjaźni, sympatii, miłości, ciepła i akceptacji. To, co dostawaliśmy z dobrej woli, zaczynamy uznawać za należną daninę, którą trzeba twardo egzekwować. Wtedy wszelkie formy ciepła, bliskości i miłości znikają jak sen złoty, tak jak gdyby nigdy nie istniały poza naszym umysłem, a świat rządził się wyłącznie bezwzględnymi, twardymi zasadami wyzysku i manipulacji.

Jowisz rządzi przede wszystkim wątrobą, zaś ta w Tradycyjnej Chińskiej Medycynie łączona jest z psychicznym stanem łagodności, akceptacji, wolności od osądów. Niestety, w znaku Barana jej energie dosłownie twardnieją, zaś dominującą nutą stają się emocje gniewu, stany psychiczne nieakceptacji, krytykanctwa, nieustającej frustracji wszystkim i wszystkimi.

Im bardziej uda nam się ją schłodzić energetycznie Przemianą Wody, odżywiającą Przemianę Drzewa, tym łatwiej będzie nam przywrócić wątrobę do jej pierwotniejszych, spokojniejszych wibracji. Gniew non-stop, zapiekły i ukierunkowany na wszystko, aż do “bezinteresownego, głupiego okrucieństwa” włącznie – to stan choroby i dysharmonii, nieuszanowania siebie i pozwolenia na to, by inni nieszanowali nas – gdy my nie szanujemy innych.

Był i dla mnie taki czas, kiedy to mnie ścigały demony gniewu. Teraz zdarza się, że to ja ścigam je. Taoiści mieli w zwyczaju wchodząc w ciała energetyczne, spełniać zadanie ścigania co bardziej szkodliwych i siejących dysharmonię duchów, oraz neutralizowania ich. Dlatego kiedy praktyk Tao nawiedzał wioskę, zaczynało się w niej dziać coraz lepiej, choć niczego nie robił, co inni mogliby zobaczyć.

Przekładając z polskiego na nasze, z “taorii” na zdarzenia na świecie, najbliżej nas – warto się zainteresować tematem gazu łupkowego, by w porę zdać sobie sprawę, jaką cenę zniszczeń naszego środowiska przyjdzie nam zapłacić za sięgnięcie po te zasoby metodą frackingu.

Czy polecam egzorcyzmowanie duchów gniewu? Bynajmniej – jeśli są blisko nas, koniecznie trzeba się z nimi spotkać twarzą w twarz i wysłuchać gorzkiej prawdy. To, co z nią zrobimy, należy już do nas. Mamy na to około półtora miesiąca, do kolejnego frontalnego starcia z mistrzami twardego rozliczania ludzkich sumień.

sty 192011
 

Temat powyższy przyłasił się do mnie tak trochę w ramach komentarza astrologizującego do postu na blogu Marii Sobolewskiej, a trochę w ramach przygotowania wszystkich do nadchodzącego za 2 tygodnie nowiu w Wodniku, na którym czekają nas Ciekawe Wyzwania.

Nie mniej ciekawe niż te, które mamy dziś, na pełni, u progu jutrzejszego wejścia Słońca do znaku Wodnika, oraz u progu wejścia Jowisza do Barana w sobotę, a które dają nam szansę na rewidowanie swoich ocen i opinii na bardzo wiele tematów.

Dlaczego era dzieci Wodnika sprawia wszystkim coraz większy ból głowy (od mikrofal płynących z telefonów komórkowych i metanu, który już płynie coraz bardziej wartkim strumieniem z… kranów wody pitnej)?

Wodnik ma dosłownie przechlapane. Zwłaszcza taki, który już nie reaguje złością na (wypowiedziane przez Wodnika) oskarżenie pod adresem wszystkich innych Wodników, że to znak spod którego jest najwięcej i najgorszych zakapiurów. Taki, który próbuje coś zrobić, by stać się Lepszym od tych Innych Wodników.

Wodnik stoi “w poprzek” do trzech pozostałych, spośród czterech najsilniej oddziałujących na świat i najwyraźniej reprezentujących cztery żywioły, stałych archetypów Zodiaku.

Jest z definicji przeciwny Lwu, bo ów jest autokratyczny (zabija demokrację), autorytarny (zabija rozwój innych), śmie mówić innym swoją rację (zabija wolność słowa) i o zgrozo,  lubi siebie (narcystyczny terrorysta kontrolujący innych) i jeszcze o tym mówi (ekspiacje hipokryty), obgadując przy okazji bezlitośnie innych (że niby taki wyjątkowy).

Ma na pieńku z Bykiem, bo ów próbuje zbudować piękną fasadę (pozoranctwo) do willi z ogródkiem (burżujstwo), ozdobioną obrazami (nawet Matejki, który przekłamał historię) i (weneckimi, a tak naprawdę bawarskimi) krasnalami (zaplutymi karłami reakcji), wokół (z gruntu przecież fałszywego) modelu rodzinnego życia (który on …. kontestuje).

Nienawidzi się z wzajemnością ze Skorpionem, bo ów (idiota) myśli, że zna Prawdę przed duże pe (a ta przecież jest względna), że ma prawo jej zawsze i wszędzie dociekać (permanentna inwigilacja), że może innym ją udowodnić (co za zniewolenie i terroryzm mentalny), oskarżać o fałsz innych (manipulator), a przede wszystkim za to, że jak mu się przerwie w pół zdania to ów i tak wróci dokładnie tam, gdzie mu przerwano (a na dodatek posądzi o spam).

W sumie Wodnik najmniej ma do roboty z integrowaniem jakości właściwych Lwu… z którym nieoficjalnie lubi się napić wódki i (lub) wiązać luźno i przelotnie w najróżniejszych konfiguracjach romansowo-miłosnych, bo to przecież taki czarujący drań.

Co do integrowania wątpliwych jakości reszty towarzystwa, to konieczny jest głęboko demokratyczny proces grupowy, na którym nie może zabraknąć biznesmena (Byk), najlepiej z top-listy “Wprost”, ale obok niego kloszarda (też Byk, ale bardziej otwarcie hedonistyczny), który z pewnością będzie miał wiele ciekawszych rzeczy do powiedzenia.

Nie może zabraknąć uniwersyteckiego profesora nauk społecznych (Skorpion), lub księdza po KUL’u (też Skorpion) a obok któregoś z nich prawdziwego gita z wyrokiem za wielokrotną recydywę (też Skorpion), no bo tylko on tak naprawdę poznał życie.

Aktorowi, politykowi lub piosenkarce można wybaczyć spóźnienie (jak to Lew, musi przecież skupić uwagę swoim wejściem), bo i tak znajomy malarz (lub fotograf) przy wódce (w końcu też Lew) opowie kulisy wszystkiego, o czym tamci nakłamali.

Jak już towarzystwo się zbierze w odpowiedzi na zaproszenia rozesłane na facebooku, smsami, e-mailami, fizycznie i (obowiązkowo) również w formie internetowej telekonferencji, Wodnik stanie przed dylematem… w którym momencie się ulotnić (w końcu Wodnik to tak naprawdę… Płanetnik, czyli Powietrznik) ?

Po pierwsze, całe to spotkanie jest bez Celu, bo przecież Celu nie ma.

Po drugie, jeśli nawet Cel jest, to się nie liczy, bo liczy się Droga, a tej nie ma – bo gdyby była, to nie można by o niej mówić, więc patrz punkt pierwszy.

Po trzecie, nawet jeśli jest Cel i jest do niego Droga, to przecież nie on ma problem z całym tym towarzystwem, tylko oni z nim. A skoro to oni mają problem, to niech sobie z nim radzą sami.

Po czwarte, nawet jeśli to Wodnik ma problem z integrowaniem czegokolwiek, to przecież nie będzie z idiotami na jego temat rozmawiał.

Po piąte, i tak wyjdzie, bo jest już umówiony na spędzanie miłego wieczoru w towarzystwie jedynej naprawdę inteligentnej osoby, która go rozumie. Czyli – swoim własnym.

… a tak gwoli ostatniej złośliwości pod adresem uwiedzionych urokiem Zwodnika, popatrzcie się na odpowiadający mu Wielki Arkan Tarota numer XIV, kartę “Umiarkowanie”. Jest na niej dwóch zespolonych ze sobą aniołów, którzy wlewają jakiś płyn do jednego kotła z dwóch dzbanów. Jeśli usłyszycie o kimś, że to taki Anioł, Nie Człowiek – spytajcie: “to kto był alkoholikiem w bliskiej rodzinie?”.

Jeśli to usłyszy Ten Lepszy Wodnik – doceni wasze poczucie humoru i uśmieje się. Obrażalstwem Reszty Wodników nie przejmujcie się, bo nie dość, że wam wybaczą – to jeszcze podziękują później.

Czego serdecznie życzę wszystkim posiadaczom wyróżnionego w horoskopie urodzeniowym (nie tylko poprzez Słońce) znaku Wodnika, którzy w czasie najbliższych kilku dni czują się tak, jakby na ich atlasowych barkach spoczął obowiązek dźwigania głupoty całego świata.

sty 142011
 

Dziennikarze z Teleexpressu, po personalnych atakach (dnia 9.10.2010) na czołówkę polskiej psychotroniki, uciekają się teraz do poszczekiwania w dziedzinie, o której ewidentnie nie mają zielonego pojęcia.

Bez podania nazwy zjawiska precesji, źródła informacji ani jakiegokolwiek punktu zahaczenia, który biernie wchłaniającym papkę telewidzom umożliwiłby weryfikację, radośnie oświecili swoich telefanów rewelacją, iż od bliżej nieokreślonego czasu znaki zodiaku zmieniły się… w związku z tym wszyscy są teraz baranami. Niedopowiedziane pozostawili w domyśle – jeśli w ogóle poświęcają uwagę astrologii. Problem w tym, że sektory ekliptyki pozostają nieruchome, niezależnie od precesji osi ziemskiej i są tylko desygnowane nazwami konstelacji zodiakalnych. Niezmiennie od wielu tysięcy (!) lat tak samo, pomimo wciąż obracającej się osi ziemskiej… oraz zmieniających się nazw aktualnej ery, również od fazy (znaku) zodiaku tropikalnego.

Zagrania tego typu jako żywo przypominają świętą wojnę, prowadzoną nie tak dawno przez np. pamiętną Trybunę Ludu, w imię obrony marksistowsko-leninowskiej, jedynie słusznej myśli versus nieprawomyślna reszta świata. Dowcip w tym, że teraz już nie Moskwa jest sponsorem tej krucjaty, tylko …. ktoś inny.

Zajrzywszy do jedynie słusznego źródła wiedzy i mądrości wszelakiej (Biblii, jeśli ktoś o zgrozo nie wie), możemy się doczytać iż astrologów należy w imię Pańskie karać, a najlepiej palić na stosie. Tutaj już można się zastanowić, hm… jaki stosunek do Kościoła, jak najbardziej Powszechnego w naszej Najjaśniejszej, mają rządzące nami ultraprawicowe partie, dzielące władzę między siebie?

Jako drobną ciekawostkę podam fakt, iż nie kto inny, jak sam papież Urban VIII – mąż światły, co na Galileuszu wymusił wyrzeczenia się wszystkich jego heliocentrycznych herezji – wyklął bullą papieską astrologię z uniwersytetów. Ekskomunika de facto obowiązuje do dzisiejszego dnia, jak widać rozciąga się również na masowe media. Stało się to po tym, jak jeden z astrologów przepowiedział mu śmierć.

No cóż – era cierpiętniczych Ryb, w której chrześcijaństwo panowało, niestety minęła. Ponoć już od jakiegoś, bliżej nieokreślonego czasu mamy erę Wodnika, który za nic ma masowe religie i ich finansowe powiązania ze sferami polityki oraz masowych mediów. Tak, życzmy sobie iżby ultraprawicowe partie utrzymały się przy władzy jeszcze kilka kadencji. Dzięki temu po nich przez następne kilkaset lat będzie święty (sic!) spokój.

gru 252010
 

Dzisiejsza i jutrzejsza noc jest dla wszystkich, którzy chcą “chwytać chwilę” w najbardziej zmysłowym tego słowa znaczeniu. Niezależnie od tego, jakie zmysły będziemy sycić, warto dać sobie czas na marzenia – czego najbardziej pragniemy dla siebie w nadchodzących chwilach, dniach, miesiącach czy latach.

Słońce, symbolizujące świadomość, dotknie Plutona, pana podświadomości, kryjącej według fanów Zygmunta Freuda przede wszystkim seksualne i najbardziej podstawowe popędy, związane z surwiwalem. Dzieje się to w znaku Koziorożca, konstytuującego nasz kręgosłup i kościec, hierarchie i struktury, którym hołdujemy w życiu i które pragniemy budować. Pluton jest też panem transformacji, zaś w Koziorożcu spełnia zadanie mielenia wszystkiego, co skostniałe i umierające po to, by dać miejsce i żyzny kompost na nowe życie, nowe idee i porządek.

Dobrze jest spędzać ten czas w gronie rodzinnym, na łonie hellingerowskiego “systemu rodzinnego” – który jest bardzo bliski znaczeniowo symbolice Saturna, pana znaku Koziorożca, choć klasycznie to przeciwny znak Raka jest określany jako najbardziej rodzinny. Pluton “zjadając” energię Koziorożca wzmacnia energetykę Raka. Jeśli jednak mamy odwagę, by skonfrontować się w tym czasie w samotności z treściami własnej podświadomości, możemy odkryć dla siebie nowe pola. Pozwólmy sobie na kontemplację samych siebie, w samych sobie. Robiąc przestrzeń na to, będziemy mogli wnieść więcej bogactwa z wnętrza nas samych do wspólnego życia rodzinnego, społecznego, do życia przyjaciół i najbliższych.

Jeśli tego nie zrobimy, to są spore szanse, iż bliskość fizyczna i społeczna nie wystarczy na to, by zaspokoić nagły głód bliskości i deficyty emocjonalne, których nikt z towarzyszących nam osób tak naprawdę wcale nie jest winien. Głód ten można spokojnie opisać pratchett’ową prześmiewką z mody na wampiry – Carpe Jugulum, czyli “chwytaj gardło”. Łapiąc się na “chwytaniu gardła”, złapmy się za własną czakrę podstawy – najlepiej fizycznie, dłońmi.

Rozgrzewając czakrę Muladharę możemy odkryć transformacyjny i rozwojowy potencjał, jaki kryje w sobie samotność Plutona, płynącego przez bardzo odległe rejony Systemu Słonecznego. Ten transformujący potencjał, to najbardziej ceniona energia w jodze – Kundalini, którą symbolizuje też hinduski bóg Shiva. W chrześcijańskie święta Bożego Narodzenia dajmy sobie przestrzeń na kontemplację innych kultur i religii, a odkryjemy źródła i podobieństwa w innych, starszych kulturach – świętujących Odrodzenie Słońca pod wieloma różnymi nazwami.

gru 212010
 

Dzisiaj mamy przesilenie zimowe, czas w tradycjach szamańskich i ludowych uznawany za najbardziej nawiedzony przez siły demoniczne, ciemne i po prostu złośliwe. Dziś światło Słońca solarnego roku definitywnie umiera, by wkrótce zacząć odradzać się na nowo. Przy okazji mamy też ostatnią pełnię w cyklu solarnym tego roku, dodatkowo połączoną z zaćmieniem Księżyca, czyli jeszcze wzmacniającym jakość Yin energii niebiańskich. Przejście Słońca do znaku Koziorożca będzie miało miejsce niedługo przed 1-szą w nocy.

Dopiero następny nów 4 stycznia wyznaczać będzie nowy księżycowy rok, oraz wyznaczać będzie moment faktycznego przezwyciężenia kosmicznej drogi przez mroki, jaką przechodzimy. Cały rok 2010 był naznaczony wieloma “krzyżami na drogę” – ciężkimi przeciwnościami i wielkimi dramatami na skalę światową, jakie uczyniły prawdopodobnymi poprzednio opisywane Wielkie Krzyże planet. Dzisiaj mamy okazję na spalenie wszystkiego, co nam się kojarzy z tymi przejściami i oczyszczenie w ten sposób drogi dla odradzającego się Słońca na przyszły rok.

Pełnia na niebie tworzy naturalne napięcie między dwoma największymi “światłami” niebios – Słońcem i Księżycem. Napięcie to wspiera “rodzenie się”, ujawnianie na powierzchnię świadomości głębokich, nieświadomych treści, wewnętrznych konfliktów i polaryzacji. Napięcie to aktualnie wyładowuje się na Jowiszu i Uranie, planetach wielokrotnie w tym roku tutaj opisywanych jako zarzewie buntu oraz przyczyny do rozsądzania świata oraz ludzi wedle ostrych, czarnobiałych kategorii – na dobre i złe, czarne i białe, swoich i obcych, lepszych i lepsiejszych. Łatwo jest nam dziś osądzać, ale też łatwo nam wychodzić poza iluzje rozmytych, szczątkowych informacji, uniemożliwiających podejmowanie decyzji, oraz branie na siebie za nie odpowiedzialności.

Od odpowiedzialności najłatwiej uciec szukając winnych na zewnątrz. Jeśli złapiemy się na odcinaniu od kozłów ofiarnych naszej podświadomości pamiętajmy, że iluzja czarnobiałości rozmyje się już pod koniec stycznia, zaś lekcje, których unikamy operując stereotypami i etykietami, wrócą wraz z odrodzeniem światła słonecznego. Czasem lepiej jest mieć naprawdę blisko siebie, przy sobie, przed oczami – to, czego się obawiamy i to, czego nie potrafimy zaakceptować – przynajmniej na tyle długo, by dobrze zrozumieć, czym one są wewnątrz nas samych.

Zamiast polować na wiedźmy, szukajmy ich w nas samych. Zamiast się ich strzec, dajmy im przejąć wartę. Wiedźmy bowiem, to w staropolskim Wiedzące.

lis 042010
 

Czasem zupełnie niespodziewanie możemy doświadczyć wizyt spoza Uzgodnionej Rzeczywistości. Postacie buddów i nieśmiertelnych mistrzów duchowych mogą pojawiać się w snach, jawa zaś wydaje się być wciąż z pogranicza krainy zwanej przez Aborygenów – Dreamtime, przestrzeni bez czasu i zasad, którymi nieświadomie wiążemy się dobrowolnie w ciągu dnia.

W takich szczelinach wszechświatów możliwe jest posianie nowych zdarzeń, o których marzymy. Najbliższe 3 dni przyniosą nowe nadzieje i sprawdzenie trafności przewidywań. Zobaczymy, jakie marzenia mogą się spełnić, a jakie są całkowicie nierealne.

Czwartek wieczór przed 23:00 to bardzo dobry czas na to, by położyć się w ramionach Hypnosa, boga snów. Czwartkowa i piątkowa noc przyniosą nam okazje na znalezienie własnej szczeliny marzeń i alternatywnych rzeczywistości. W ten sposób będziemy mogli się bezpośrednio skomunikować ze światem pierwotnych archetypów, zanim zaczniemy próbować urzeczywistniać nasze marzenia.

Cały dzień możemy doświadczać bombardowania informacjami z różnych stron, sami też powinniśmy sprawdzać czy zwierzchnicy i autorytety rzeczywiście wiedzą, o czym mówią. Dzisiaj będziemy potrzebować uważnie słuchać, zanim zaczniemy mówić wprost swoje własne opinie.

Gwarantuje nam to mocny, harmonijny aspekt między Merkurym – posłańcem bogów – a Jowiszem, kosmicznym sędzią i najwyższym autorytetem. Merkury przebywa w Skorpionie, co czyni języki ludzkie bezpośrednimi i nieraz ostrymi, zaś pytania na końcu języka – bardzo dociekliwymi. Jowisz w Rybach gubi się teraz w sprawach wagi społecznej, tracąc z pola widzenia pojedynczych ludzi i zwykłe, przyziemne sprawy. Czyni on wielkim wszystko, czego się dotyka. Aspekt ten da nam również wiele okazji poznania nietuzinkowych ludzi i poznania ich punktów widzenia, jeśli potrafimy uszanować czyjś autorytet i rangę.

W sobotę nad ranem będziemy mogli doświadczyć energii nowiu – wedle taoistów, momentu odświeżenia energii Słońca. Będziemy mogli poczuć ją ze znaku Skorpiona, co przydaje całemu zdarzeniu regenerującej i transformacyjnej jakości, jak również magii tworzenia (pozornie) z niczego.

Praktyka patrzenia się we wschodzące Słońce w chwili nowiu to szansa na doładowanie gruczołów dokrewnych podwzgórza mózgowego, przysadki i szyszynki. Robiąc to z pełną świadomością znaczenia i trzymając w umyśle obraz, który chcemy urzeczywistnić, możemy „zaprogramować się” na osiągnięcie określonego celu. Czas na osądzenie, jaki cel jest realny a jaki nie – mamy do soboty, dzięki wielu okazjom do kontaktów z ciekawymi ludźmi.

Sobotni poranek to też będzie moment praktyki jogi śnienia, kontaktowania się we śnie z naszymi przewodnikami duchowymi. Gdy pozwolimy sobie na kontakt z królestwem archetypów, naturalnie nastąpi odsianie tego, co realne od tego, co nierealne w naszych planach.

Merkury wtedy stanie w nieharmonijnym aspekcie do Neptuna, pana iluzji i snów, jak również inspiracji uniwersalnych, naszej prywatnej anteny na kosmiczne wpływy. To będzie szansa na rozpoznanie złudzeń i skontaktowanie się z własną, wewnętrzną prawdą.

Noc z soboty na niedzielę da nam szanse do przemyśleń, przemedytowania i podjęcia odpowiednich postanowień. Niedługo po północy Merkury harmonijnie zetknie się z Uranem, również panem komunikacji – ale na wyższym poziomie. Otwórzmy się na niecodzienne spotkania, ludzi z którymi czujemy „wspólne fale”, lub po prostu podążajmy za intuicją a synchroniczności, czyli „zbiegi okoliczności” zaskoczą nas bardzo pozytywnie.

paź 292010
 

audio MP3: Wejdź, Smoku

W czwartek rano mieliśmy ulotną niestety szansę doświadczyć przypływu ciepłej energii, pomagającej ruszyć z miejsca wiele spraw. Energią tą jest wojownik Mars wychodzący z zimnego Skorpiona i wchodzący do ognistego Strzelca.

Ponieważ Skorpion jest znakiem władania Marsa, tzn. jest to teren dla niego dużo bardziej właściwy, następne 5 tygodni pobytu w Strzelcu będzie jak rozładowanie nagromadzonej ostatnio amunicji.

Ulotność wspomnianego wcześniej przeżycia wynika z dominacji na niebie przeciwstawnych energii. Dzisiaj był szczyt wpływu harmonizującej Wenus, która spotkała się z dobroczynnym Słońcem. Wpływ ten daje się odczuć już od poniedziałku, ułatwiając łagodzenie narosłych przy okazji ostatniej pełni Księżyca sporów, a wygaśnie w środę.

Strzelec kocha przede wszystkim idee, prawo i sprawiedliwość, więc oprócz wiadomych ruchów w polityce spodziewajmy się po obecnym okresie karencyjnym polowań w imię czarno-białych kryteriów etycznych. Mars w Strzelcu to szybka ręka ślepej Temidy, beznamiętnie wymierzającej arbitralnie pojmowaną sprawiedliwość.

Również do środy mamy okazję poznać astrologiczną ciekawostkę – jak to z dnia na dzień (dokładniej właśnie w czwartek) harmonijny aspekt planet mógł stać się nieharmonijny.

Mars zmieniając znak pozostał pozornie w harmonijnym aspekcie do Urana, co dodawało mu lotności, szybkości i energii do walki, choć głównie z pomocą agresji werbalnej. Lotność i szybkość nijak się mają do sprawiedliwości i demokracji, czego mogliśmy doświadczyć w mediach (patrz afera z dopalaczami).

Faktycznie jednak czwartek jest graniczną datą, kiedy wcześniejsza szybkość zwróci się przeciwko tym, którzy wcześniej pozornie osiągnęli szybki sukces. Próby walki i inicjacji do środy nowych projektów mogą bardzo łatwo spalić na panewce, jeśli nie weźmie się pod uwagę swoistego “daltonizmu” ideologicznego, typowego dla Strzelców. “Daltonizm” ten polega na trudnościach bądź niezdolności do rozróżniania kolorów i odcieni pośrednich.

Ponieważ jest to znak patronujący biznesowi i zinstytucjonalizowanej religii, może często też doświadczać eliminacji czerwieni z pola widzenia. W każdym tego słowa znaczeniu.

Ostrzeżenie drogowe: kierowco, nawet jeśli nie widzisz czerwonego światła – wyhamuj przed skrzyżowaniem, albo zniszczysz sobie podwozie na wybojach, wygniecionych przed pasami dla pieszych. To skrzyżowanie to był czwartek. Wyboje rozciągają się do środy. Śpieszcie się powoli teraz, a podziękujecie mi za 5 tygodni.

Drogą teraz jest górska ścieżka, którą zdąża wschodni mistrz zwalczania makio, czyli wedle terminologii Zen iluzji umysłu. To jest właśnie Smok, główna idea której ikoną stał się ponad 40 lat temu Bruce Lee – Strzelec zresztą. Wejdź, Smoku.

paź 242010
 

Nie jest trudne zachować spokój wtedy, kiedy wokół panuje cisza. Sztuką i mądrością jest umieć zachować spokój, gdy wokół szaleje zawierucha. Nie jest problemem zachować zdrowie w ogrodach nieskażonej natury. Sztuką i umiejętnością jest zachowanie harmonii ciała i ducha tam, gdzie technologia niszczy życie.

Po okresie sprzyjającym spieraniu się o prawdę, racje i wartości, mamy moment ciszy – drogocenną pauzę umożliwiającą zajrzenie wgłąb siebie. Taką pauzą jest dzisiejszy harmonijny aspekt Urana – rewolucjonisty i Marsa – wojownika, dwóch największych niebiańskich awanturników. Przez chwilę zasiądą obaj przy ognisku, zajrzą sobie głęboko w oczy, zmierzą swoje siły w ciszy… by potem znów rozpuścić wici słusznego gniewu.

Mars w Skorpionie – znaku swojego władania, wiążącego się między innymi z poszukiwaniem absolutnej prawdy – walczyć będzie o prawdę i absolutne racje, w które można wierzyć bezgranicznie. Walka o wiarę nieuchronnie rodzi i wspiera zinstytucjonalizowane religie, te zaś by się utrzymać – dają ludziom powody do walki o swoje uświęcone racje.

Uran w Rybach – społecznie zorientowanych i kierujących się altruizmem – może chcieć odmienić całkowicie hierarchie społeczne i porządek rzeczy, byle tylko osiągnąć rewolucyjne zmiany. Działa w nich już od dłuższego czasu, przynosząc światu kolejne pomysły na poprawę losu wszystkich nacji… bez pytania ich o zgodę czy opinie.

W najbliższych dniach nie oczekujmy nagłej ciszy po sztormie, jaki się przewalał w ostatnim czasie. Ta pauza to dzisiejszy dzień… moment na przemyślenia i medytacje. Skorzystajmy z niego jak najlepiej.

paź 132010
 

Zanim na niebie rozgorzeje na dobre walka z iluzjami i przedzieraniem się przez kłamstwa (przyszły tydzień), musimy najpierw spojrzeć prosto w oczy źródłu naszych własnych iluzji.

Jednym z dobrze poznanych psychologicznych mechanizmów obronnych podświadomości przed odczuwaniem lęku jest ucieczka w poczucie winy. Przed uświadomieniem sobie własnego poczucia winy z kolei często uciekamy w projektowanie go na innych. Innymi słowy – kiedy naprawdę bardzo się boimy, to szukamy dosłownie Kozła Ofiarnego, którego moglibyśmy obarczyć swoimi własnymi, mrocznymi atrybutami, których nie chcemy widzieć ani znać.

Cały balon emocji pęka jednak wtedy, kiedy uda nam się przebić własną Uważnością (bądź po prostu uważnością) przez te dwie zapory ogniowe  i zobaczyć swój własny lęk przed swoim własnym Cieniem.

Szansą na takie przebicie jest dzisiejszy dzień, kiedy (jak co mniej więcej 4 tygodnie) Księżyc -  uosabiający podświadomy, pierwotny umysł prelogiczny -  staje na Plutonie, planecie transformacji i władcy podświadomości, pierwotnych lęków, archetypowi najbliższemu nagłębszym figurom Cienia – Hadesowi, bogowi podziemnego świata zmarłych, utożsamianemu czasem nieprecyzyjnie z Diabłem, a dużo słuszniej – z Shiwą, bogiem transformacji.

Dzieje się to w znaku Koziorożca, związanego ze strukturami i porządkiem, kręgosłupem – metaforycznym i dosłownym. Podkreśla to nagłe zapotrzebowanie na “kozłów ofiarnych”.

Właśnie tak niestety bardzo często szerokie masy odbiorców próbują nadużywać astrologię – jako worek z ostatecznymi kozłami ofiarnymi, których można obwinić za całe zło, jakie spotyka nas w życiu. Nie próbując nawet poznać prawdziwego sensu astrologii większość ludzi pozostaje na tym poziomie, tworząc zapotrzebowanie dla gazetowej tzw. astrologii.

Dziś światło lunarnej części naszej całościowej Jaźni skonfrontuje nas z treściami emocjonalnymi, których boimy się postrzegać – a których postrzeganie jest dla nas zawsze uzdrawiające i transformujące.

W ciągu ostatnich kilku dni mogliśmy być świadkami kolejnego polowania na czarownice – mój video-komentarz znajdziecie tutaj>>

paź 042010
 

W tym tygodniu będziemy świadkami wielkich przełomów przez bariery w bliskich związkach i niemożność ruszenia z miejsca dawno rozgrzebanych planów życiowych oraz biznesowych.

Odpowiedzialne za to planety przyświecać nam będą ze znaku Skorpiona, patrona przenikliwości i dociekliwości – uparcie i ze śmiertelną powagą dążącego do celu, choć pokrętnymi nieraz drogami. Skorpioniczna skłonność do wyszukiwania słabych punktów i akupunkturowe podejście do uzdrawiania wszystkiego, może powodować jednak wiele konfliktów. Im bliżej piątku, tym silniej będzie odczuwalny oddech i wzrok na plecach tych, którzy staną w celowniku partnerów spod znaków Skorpiona, Ryb czy Raka.

W sukurs reszcie znaków idzie na szczęście czwartkowy nów w Wadze, odnowienie energii partnerskich więzi. Potrzebna jednak będzie uważność na słowa, gdyż ciśnienie wywierane przez władcę wszelkich hierarchii i czasu – Saturna – na władcę komunikacji – Merkurego – przejawiać się może w nazbyt apodyktycznym czy protekcjonalnym tonie. Będzie to oczywiście sprzyjać wszystkim, którzy są pedagogami, lub studentami i uczniami – ale niekoniecznie partnerom w bliskich związkach. Wagi mogą chcieć się stać w tym tygodniu uosobieniem najwyższej mądrości… choć trudno im będzie się uchronić od przesady i śmieszności.

Kluczem jest podejście do komunikacji – najlepiej zacząć od uczenia się komunikacji bez przemocy, by zrozumieć skąd brały się konflikty. Zanim przejdziemy do rozwiązywania problemów dobrze jest uwolnić się od wszelkich wyobrażeń i snów na jawie, na temat tego, co było ich przyczyną. Im bliżej będziemy czystego stanu umysłu, bez osądów i wyobrażeń, tym łatwiej przyjdzie nam dostrzec to, co było dotąd zaciemnione.

Dla tych, którzy chcą się pośmiać ze znaku Wagi (szczególnie, ale nie tylko) polecam doskonały skecz Stanisława Tyma.